To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
 
forum.hothatch.org
Witamy na forum Hothatch.Org

HydePark - O wszystkim i o niczym

mi - Pią 08 Mar, 2013

słabość nad słabościami, jajebe...
M - Pią 08 Mar, 2013

Ocho...
M - Pią 08 Mar, 2013


Barejka - Pią 08 Mar, 2013

M, :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:
M - Pią 08 Mar, 2013

Barejka napisał/a:
M, :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:

Nie mówi że Ci nie dygnął na widok takiej kobity :lol2:

was79 - Pią 08 Mar, 2013

Ona czasem nie jest w ciąży, bo brzuszek taki wydęty
M - Pią 08 Mar, 2013

was79 napisał/a:
Ona czasem nie jest w ciąży, bo brzuszek taki wydęty

Każdy ptaszek na swój daszek...

michool_vt - Pią 08 Mar, 2013

M miazdzy :rotfl:
Anonymous - Pią 08 Mar, 2013

was79 napisał/a:
Widze to też z innej strony, bo siedziałem w szkole, w ławce z synem znanego (nieżyjącego) himalaisty. Jakby to delikatnie powiedzieć... liczyły się tylko góry, a rodzina, bliscy i uczucia, hmm czysty egoizm.


Tak sie zdarza czasami ale musisz ich traktowac po prostu jak wyczynowych sportowców-wiekszość z nich bywa poza domem po 200 dni w roku,jedyna róznica ze w większości dyscyplin po trzydzistce konczy sie kariere a w himalizmie dopiero przed trzydziestka sie ją rozpoczyna.Do tego wielu "zawodowych" himalistów zarobkowo zajmuje sie prowadzeniem wypraw,np.Rysiek Pawłowski był na Aconcagua ze 20 razy.
a tak wogóle to -"odważni zyją krócej ale ostrożni nie zyja wcale"

PieQt - Sob 09 Mar, 2013

O ile himalaizm rozumiem, wiem że to jest ich (himalaistów) pasja, to jedno mnie zastanawia:

Idziesz we czterech, przygotowujecie się wiele miesięcy, znacie się - bo środowisko małe, może nawet przejaznicie, jesteście w skrajnie ekstremalnym środowisku, wspinacie się razem i nagle mam w dupie gościa, z którym jestem na pieprzonym, niezdobytym szczycie. Idzie koło mnie, ale osobno. Inne tempo wspinaczki, on słabszy, ja dochodzę do obozu, on umiera kilka metrow za moimi plecami

Może zachowalbym się tak samo gdybym był himalaista.

Jakarti - Sob 09 Mar, 2013

pieqt poruszyl jedyny temat, ktory mnie zastanawia. przeciez ida we 4 po to zeby sie asekurowac. jeden pada, 3 mu pomaga. mozliwe, ze decyduja sie na to ze kazdy od tej pory moze liczyc na siebie..
M - Sob 09 Mar, 2013

Bo to nie była wycieczka na Połoninę Wetlińską :) Tam panują inne zasady.
To był wybór tych ludzi, poszli, dwóch zginęło. Teraz media będą maglować temat aż się zesrają, nie daj Boże zaraz z tych dwóch co zeszli zrobią winnych żeby móc napędzać medialny cyrk. To kwestia trzech tygodni.

PieQt - Sob 09 Mar, 2013

w takim razie po co wspinać się we 4, po co atakować szczyt tego samego dnia. Jak i tak mają siebie w dupie, to czemu nie atakują samodzielnie? Czy samotna wspinaczka nie jest więcej "punktowana" w środowisku?

coś mi nie gra - mamy eksperta od tego środowiska, który zna panujące tam zasady? rabarbar - może coś wiesz?

Bartli - Sob 09 Mar, 2013

Sprawa wygląda tak, że w przypadku takiego ataku szczytowego każdy idzie na własne konto. Jak twój kumpel pada przy takim zejściu to masz dwie możliwości - albo schodzisz sam i ratujesz swoje życie, albo zostajesz z kumplem i obaj umieracie. Niestety na takich wysokościach, możliwość pomocy partnerowi jest znikoma. Każdy z uczestników takiej wyprawy musi się liczyć z tym, że jest zdany tylko na siebie.

A wspinaczka solo jest oczywiście znacznie wyżej ceniona, ale w tak wysokich górach jest to już totalny ekstrem. Tylko paru gości na świecie tego dokonało.

Himalaizm to ciężki temat do ogarnięcia. Są różne sposoby zdobywania szczytów, i przez to też środowisko jest mocno podzielone na różne obozy.

Anonymous - Sob 09 Mar, 2013

Dokładnie tak to wygląda.Trzeba zdac sobie sprawe jak ekstremalne warunki tam panują-na takich wysokosciach jest tak mało tlenu ze normalny ,niezaaklimatyzowany czlowiek umiera w ciągu KILKU minut,temperatura -40,wiatry ponad 100km/h (prosze wystawic glowe w czasie jazdy z tą predkoscia by sie przekonac jak to jest),przez te wiatry temp odczuwalna to -80 czy 100,do tego skrajne wyczerpanie przy zejsciu (nalezy rozumiec dosłownie to "skrajne wyczerpanie").Oczywiscie nie jest to regułą ale zdarza sie ze towarzysza trzeba porzucic zeby przezyc.Tragiczne wybory i straszne brzemie.kilkanasci lat temu słyszałem opowieść człowieka który musial zostawic kumpla z połamanymi nogami(gosc był zupełnie świadomyi przytomny) ale nie było mozliwości by go zniesc i przezyc,takie opowiesci pamięta sie do konca życia.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group