dla niektórych pytanie może być z dupy, ale może ktoś ma sprawdzony sposób
z uwagi, że przez ostatnie 2 tyg. auto stało nieruszane, zauważyłem dzisiaj, że dopiero co wymienione tarcze z tyłu zaszły lekko rdzą
niby nic bo z powierzchni tarczy zaraz rdza się zetrze, ale bardziej wkurza mnie ta część do której dociska koło, szczególnie z tyłu jest to widoczne przy moich felgach
czym najlepiej to teraz doczyścić?
odrdzewiacz w sprayu? jakiś rozpuszczalnik? hamerite?
ma ktoś sprawdzony i najłatwiejszy sposób?
z góry dzięki za pomysły
Jeżeli auto stało z założonymi kołami to to olej, a jeśli ze zdjetymi to mozesz wziać zwykła drucianą szczotke i podczyścić, ale to też raczej dla twojego lepszego samopoczucia, to ma być zardzewiałe i tyle PiTT - Czw 21 Sie, 2008 stało z założonymi kołami
sama tarcza już się wypolerowała po 1 dniu jazdy, ale ten element który zaznaczyłem mam obecnie taki złotawy
też ładnie, ale chyba lepiej jakby był znowu srebrny mi - Czw 21 Sie, 2008 mam tak w pandzie - felgi są dość mocno powycinane i pomiędzy ramionami widać korozję na fragmencie zaznaczonym strzałką, a tarcze mają może pół roku. Fuck it!rasta - Czw 21 Sie, 2008
mi napisał/a:
a tarcze mają może pół roku
To nie ma znaczenia, wjedz na myjnię, to rude będzie odrazu, w oczach będzie widać jak się pojawia. Nie ma się czym przejmować.
Niektóre tarcze mają taka specjalną, miesznakę w sobie, która powoduje, że rude, aż tak szybko ich nie bierze, np. EBC Ultimax. U mnie po 2,5 miesiącu stania był na nich tylko delikatny nalocik, z tyłu seryjne tarcze to była jedna rdza, więc to naprawdę działa.Anonymous - Czw 21 Sie, 2008 hehehehehe Majk w placie http://pl.youtube.com/wat...feature=relatedrasta - Czw 21 Sie, 2008 Może Wam się przyda w placie
rasta , MIĘTOLIMY NABIAŁ buehehehAnonymous - Pią 22 Sie, 2008
Marcel 08 napisał/a:
ehehehehe Majk w placie
dobre...
a to drugie to OLDSCHOOL!!!1GOKART - Pią 22 Sie, 2008 co tu sie dzieje buhehehehe
Ale jakie żywe reakcje wzniecił ten filmik na youtubie, Majk załóż bloga o uwodzeniu Vlodarsky - Pią 22 Sie, 2008 Przypadkiem przeczytałem na onecie takie coś
Przyjezdni a Warszawiacy.
To o czym teraz napiszę, jest bardzo przykrą, i tak naprawdę obrzydliwą sprawą.
Ale trzeba o tym głośno powiedzieć, a nie ukrywać, szczególnie ze jest to tajemnica poliszynela i każdy o niej wie. Moi drodzy, wiecie że moja mama urodziła mnie w Warszawie. Powiecie że jestem Warszawiakiem. Większość doda z pogardliwym uśmieszkiem ze Warszawiakiem cwaniakiem.
No właśnie. Można powiedzieć że jestem Warszawiakiem, można też ze Polakiem, można ze człowiekiem a ja uważam się za obywatela świata. W tym życiu jestem w Polsce, w innym będę gdzie indziej. To tylko wczasy, nic więcej. Ale moi drodzy, zacznijmy ten bardzo ważny temat. Przyjezdni.
Cała Polska poza większymi miastami, żyje w przeświadczeniu że w Warszawie to jest dopiero życie. Imprezy, luksusowe dzi.wki, kasyna, mafia. Tą wizję potwierdzają filmy sensacyjne na których mieszkańcy wsi ejakulują widząc Bogusława Lindę z pistoletem. Jest rzeczą oczywistą, że wiele marzy o tym by tam żyć, w mieście cudów, być kimś. Ci którzy są nieśmiali, zostają na roli, wyjeżdżają prawdziwe młode wilki, pełne ambicji i żądzy sukcesu. Idą do pracy w której pracuję np. ja, i myślą z zazdrością i podziwem - oto Warszawiak. Ten to musi mieć życie.
Po jakimś czasie okazuje się, że ten Warszawiak nie różni się kompletnie niczym od przyjezdnego, a w wielu wypadkach ustępuje w wielu miejscach. I wtedy następuje znany mechanizm psychologiczny, nienawiść i pogarda do Warszawiaka, ale też do siebie - za co? za to że się w swoich myślach poniżało wobec niego. Pamiętacie ile razy wam to pisałem, że gdy np. uciekniecie z konfrontacji z przeciwnikiem, nienawidzicie najbardziej siebie? że uciekliście, że się baliście. Nienawidzicie siebie za swój strach. Więc teraz się mścicie za te swoje wyimaginowane krzywdy na Warszawiaku.
Ja sam się nauczyłem tego bardzo boleśnie. W pracy w banku, gdzie ponad połowa zespołu to była obsada ze wsi, nie widziałem różnicy między sobą a nimi. Odwoziłem do domu, pomagałem, kolegowałem się. Po pewnym czasie, gdy Panie ze wsi zobaczyły że Warszawa to taka sama wieś jak ich rodzinna miejscowość, zaczęło się - donosy, podkładanie świństw - zawsze patrzyły w oczy, uśmiechały się. Myślałem że to moja wina, ale nie, inni też tak mieli. To była po prostu wojna, w której ja i inni Warszawiacy przegrali, ponieważ gdy wojna się kończyła, nawet nie wiedzieli że ta wojna jest.
Kierowniczkę działu zrobili zakompleksioną babę z Legionowa, Panią Edytę K. co wcześniej doiła krowy na wsi, a ona sprytnie rozbiła zespół, tworząc w nim nienawiść - obcinała premie Warszawiakom, podwyższała mieszkańcom wsi. Po krótkim czasie zespół składał się z wzajemnie się podgryzających wścieklych piesków. Kompletnie tego nie rozumiałem, i bardzo to przeżywałem że tak mnie potraktowano. Zawsze pracowałem lojalnie i uczciwie, i co z tego miałem? do koleżanek z pracy zawsze życzliwie, z sercem, w zamian pisały na mnie donosy i paszkwile. Moi klienci, bogaci ludzie chcieli żebym u nich pracował, bo bardzo im się podobało jak fachowo załatwiam ich sprawy, a ja odmawiałem - lojalność to podstawa. I wyszedłem na niej jak Zabłocki na mydle.
Najlepsze numery mojej szefowej ze wsi - obiecała mi że mogę wyjść z pracy 3 godziny wcześniej, byłem umówiony ze znajomymi na wyjazd do Krakowa, po czym zadzwoniła z domu do pracy na chwile przed moim wyjściem że muszę zostać - czemu, skoro nie ma pracy i jest mój zmiennik? bo tak. Straciłem wyjazd, pieniądze i szacunek znajomych którzy mi nie uwierzyli w to ze zostałem tak pięknie załatwiony. Kolejny numer - stałem pod bankiem, wyszedłem na papierosa w przerwie pod popielniczkę - Pani naczelnik chciała się popisać przed koleżankami i mężem, i wydawała mi rozkazy, nie pozwoliła odejść, kazała stać, wydawała polecenia. Gdy pozwoliła mi wreszcie odejść, odprowadzał mnie śmiech. Ale co miałem zrobić, musiałem pracować by żyć. A w tych czasach praca na chleb równała się często upokorzeniu. W końcu skończyło się to tak, że nie wytrzymałem nerwowo ponieważ moja Pani kierownik zaczęła obrażać moją mamę, bez powodu. Wytrzymałem obrażanie, posądzanie o wszystko, kłamstwa, niewywiązywanie się z obietnic, atmosferę zaszczucia, obcięcie premii, ale obrażania matki nie mogłem znieść. Powiedziałem że idę do dyrektorki bo już nie dam rady. Dyrektorki akurat nie było, więc postanowiłem że pójdę w poniedziałek. Następny dzień, pracowałem sam na zmianie popołudniowej w sobotę i miałem odwiedziny Pani kierownik, z mężem który prowadzi sprzedaż obwoźna kobiecych majtek i który groził mi zabójstwem, pobiciem i czym się tylko da jeśli pójdę do dyrekcji.
Część tych rewelacji nagrałem na nagrywalny telefon i zgłosiłem to. Zrobiła się wielka afera, kierowniczkę zdegradowano, a mnie przeniesiono do księgowości i po trzech miesiącach zwolniono, ładnie i milo, z kilkoma pensjami ale jednak zwolniono. Pani dyrektor, Grażyna C., oczywiście nie z Warszawy, wierząca katoliczka pochodząca prosto z Częstochowy i dobra matka, nic nie zrobiła by mi pomóc, mimo że sumiennie pracowałem, i wielu klientów banku mnie bardzo lubiło. Prezesi banku, niemalże wszyscy spoza Warszawy. A moja kierowniczka? zdegradowana, zdjęta ze stanowiska naczelnika, ale została w pracy z tą samą pensją. Teraz wróciła do łask - to już była jej druga czy trzecia degradacja za problemy z pracownikami. Jak się ma v-ce prezesa jako kuzyna, można wszystko. Można ludzi upadlać, gnoić, niszczyć i nie ma konsekwencji. Jak biedny i bez układów coś zrobi, nie ma litości. Byłem w sądzie pracy, powiedziano mi że nie mam szans. Później się dowiedziałem że miałem szanse, olbrzymie, i dlatego bank mnie nie zwolnił od razu tylko czekał czy ja coś zrobię. Nic nie zrobił, frajer, wiec wyno.cha. Przez dwa lata byłem bez pracy po tym. Teraz są grzeczni, mili, bo brakuje rak do pracy za groszowe pieniądze. Nie jestem mściwy, ale gdy zostanę już sławnym pisarzem, wyciągnę te sprawy, nagłośnię je. Cóż mogę zrobić więcej? nic, i nic więcej zrobić nie chcę. Ale trzeba o tym mówić, głośno. Nie może być zgody na zło. Zło to zło. Nie można tak upadlać ludzi, i nie mieć konsekwencji - po prostu nie można. Czasem trzeba zapłacić za swoje czyny, i ja to nagłośnię w imieniu tych wszystkich upodlonych Polaków w czasach wielkiego bezrobocia, na których pastwiły sie i wyżywały pospolite łajniaki, pasożyty i zwyczajni psychopaci korzystając z tragicznej sytuacji gospodarczej kraju. Wybaczenie? tak, wybaczam. Ale trzeba ostrzec innych, że dani ludzie są po prostu źli.
A teraz wam powiem, czemu tak jest ze przyjezdni są tacy agresywni. Nieśmiały chłopak zostaje na wsi, przyjeżdza osadnik - on musi walczyć, jest śmialy, agresywny, przebojowy. Bo musi się wybić. Nienawidzi Warszawiaka za to, że ten tu mieszka i ma pod nosem wszystko.
A teraz wam powiem o Warszawie i życiu w niej - lata w których wypadłem z banku, koszmar - bezrobocie w kraju 25%, byłem na ponad 100 rozmowach, wszędzie akwizycja i sprzedaż rajstop przez telefon. Na ulicach luksusowe samochody, piękne witryny sklepów, a pensje po 800pln. Rozpacz i nienawiść. Masa ludzi bez pracy, pracodawcy upokarzali i gnoili ludzi, bo mogli. Na jedno miejsce kilkadziesiąt chętnych, od zaraz, samobójstwa z rozpaczy, głodne dzieci. To była Polska rzeczywistość pod rządami tych, co teraz znowu rządzą i znowu zaczyna się robić to samo, a w prasie artykuły o kolejnych sukcesach i dobrobycie. Aż dziw że parę dni temu trafił się artykuł o zamykaniu firmy biznesmena, Pana Karkosika gdzie w fabryce średnia pensja to 1500 brutto,czyli 1080 na rękę. Czyli normalna dla większości po 700pln. Wiesz jak się żyje w Polsce w 2008 roku za 700pln mając rodzinę na wyżywieniu?
Na naszej klasie możecie zobaczyć moją naczelniczkę z małżonkiem, uśmiechnięci, weseli, a ich ofiary, Ci co nie mieli znajomości, bogatych wplywowych rodziców? co z nimi? Ci się nie liczą. Liczy się tylko to, że można sobie pojechać na wycieczkę do obciachowej Grecji czy Tunezji, zrobić zdjęcia z uśmiechami, a to wszystko kosztem najsłabszych.
Oto Warszawa, raj, Eden, Eldorado za którym tęsknicie.
Ale dobrze, później miałem wiele prac, i sam się oskarżałem o to, że jestem rasistą, że ludzie są różni - i w każdej pracy było to samo. Przyjezdni zachowywali sie skandalicznie, donosy, świństewka, koszmar. Najpierw udawają przyjaciół, później atak, jątrzenie, wzbudzanie nienawiści i chaosu. Z czasem zacząłem się widzieć i rozmawiać z ludźmi, wszyscy opowiadali mi to samo. Szczególnie drastyczne opowiadania są z ust Pań, które mają to nieszczęście pracować z mieszkankami wsi. Są upadlane i niszczone, często w makabryczne sposoby. Za to że się tu urodziły. Moja ex dziewczyna, bardzo ładna, elegancka i dobra z charakteru i natury miała załamanie nerwowe przez koleżanki ze wsi.
W innych miastach Warszawiak jest bity - za wynoszenie się, i ch.amstwo. Ale kochani, tymi ch.amami w 95% są właśnie przyjezdni co sie czują Warszawiakami, i teraz odbijają sobie swoje kompleksy. Powiem więcej, taki przyjezdny już jako nowy Warszawiak nie chce znać swoich kolegów z wioski, i nimi gardzi. A jeśli Warszawiak się pyszni ze jest z Warszawy? to jest dla mnie po prostu człowiekiem o niskiej samoocenie, prostakiem - i tyle. Jakoś byłem w rodzinie milionerów w Londynie gdy pracowałem tam jako fizol, i nigdy ale to nigdy nie czułem się od nich gorszy. Ale ja mam wysoką samoocenę, i wiem że czy w Londynie, czy w Pcimiu dolnym mogę być szczęśliwy i jestem zawsze sobą. Chcesz bić ch.ama Warszawiaka? to przyjedź do mnie na Pragę, podejdź pod parę pubów, poznasz te miejsca, stoi tam zawsze kilka najnowszych BMW z czarnymi szybami i bij ich! no śmiało, wygarnij im! co, nie chcesz? jasne, lepiej zaatakować i wyżyć się na starszym Panu co ma tablice z Warszawy albo studencie co sobie pojechał na wycieczkę, prawda? Ci nie oddadzą.
Ten sam problem mają mieszkańcy Gdańska, Poznania, Krakowa, Wrocławia i wielkich miast. Oni są tak samo dyskryminowani przez mieszkańców wiosek i mniejszych miast. Powiecie mi - a Ci dobrzy przyjezdni? są, znałem dwóch. Jeden to przyjaciel z Mazur, a druga to przyjaciółka która uwielbiałem ze była szczera - powiedziała mi tak - Marek, ja muszę się wyrwać z tej biedy, chcę bogatego faceta" jak straciłem pracę skończyła się przyjaźń, ale i tak ją bardzo lubię, bo jest szczera i nie jest hipokrytką. Inni przyjezdni byli neutralni, bo zawsze chętnie mówię o tym że trenuję boks a zresztą widać po mnie że nie można bezkarnie zaatakować więc to gasi agresywne zapędy, i dobrze bo ratują sobie zdrowie, ale Ci mniejsi, słabsi, są bezwzględnie niszczeni.
I właśnie przez to, jak widzę w jakiejś pracy kogoś spoza Warszawy, nie daj Boże ze wsi, to mimo ze to może być dobry i porządny człowiek, ja się po prostu panicznie boję. Nie wińcie mnie za to, swoje przecierpiałem, i nie tylko ja - i za co? że tu się urodziłem? a jakie to ma znaczenie? Podobnie z kobietami spoza Warszawy - każda mnie probowała złowić na ciążę, każda. Źle trafiłem? być może. Ale byłbym nienormalny gdybym powtarzał bolesną lekcję kilkadziesiąt razy pod rząd.
Wobec Boga, wobec sumienia, wszyscy jesteśmy równi. A ja? ja tu nie chcę mieszkać. Marzę o mieszkaniu w Gdyni. Kocham morze, i małe miasta. Dla codziennego widoku morza jestem w stanie zrobić niemal wszystko.
Tak marzę o morzu, już tam nie byłem od 4 lat, jakoś nigdy nie uzbierałem dość pieniędzy, zawsze jakie wydatki wyskakiwały
Moi drodzy - zło jest złem, a dobro dobrem. Masa ludzi w trakcie tej gehenny co była jeszcze trzy lata temu, brała leki psychotropowe, bo inaczej nie dało się żyć. Ja sam, przypłaciłem tą pracę gwałtownym przyśpieszeniem mojej choroby, która teraz mnie skutecznie unieruchomiła uniemożliwiajac mi pracę i praktycznie każdą działalność.
Było bezrobocie, była wielka tragedia. I byli ludzie co wykorzystywali biedę ludzką, a byli też tacy co ze zrozumieniem i godnością traktowali innych ludzi. I trzeba jasno pokazać, że Ci byli dobrzy, a Ci byli źli.
Chciałbym z góry przeprosić tych wszystkich moich czytelników, którzy pochodzą ze wsi, i małych miasteczek. Wy jesteście dobrymi porządnymi ludźmi, i Ci przyjezdni tak samo jak nas, podobnie i was by zniszczyli. Piszę o tych, co są po prostu podli i zakompleksieni. Księga sukcesów,blog na onecie.
Qrde ale gość to ujął... są też sytuacje odwrotne ale tak faktycznie jest. U nas pracował gość z wioski na mazurach - młody cwaniaczek. Jak wracał do siebie to był Pan i Władca na krańcu świata...M - Pią 22 Sie, 2008 Niestety z moich obserwacji wynika ze ten artykuł jest mocno prawdziwy.
Nie chcialem sam w to wierzyć ale skoro inni też to widzą to cos w tym musi być.GOKART - Pią 22 Sie, 2008 no to teraz pisać kto jest ze wsi a kto warszawiak !
ja jestem ze wsi Szczecin
Tak czy inaczej współczuję każdemu takiego klimatu w pracy. Przeyebana sprawaM - Pią 22 Sie, 2008 Niestety ludzie przyjezdni w firmach się strasznie wożą i zachowują się jak managerowie z dynastii. Znam tez duzo zaj.ebistych osob z innych miast, ale 100% z nich ma wyzsze na najlepszych uczelniach.Vlodarsky - Pią 22 Sie, 2008 wykształcenie tu nie ma znaczenia wg mnie aż tak... bardziej taka czysta zawiść w oczach...Anonymous - Pią 22 Sie, 2008 w 2004 pracowalem i mieszkalem w warszawie , tak jak wracalem do siebie to jak
"Pan i Władca na krańcu świata... " bardzo bylem szczesliwy przy kazdym weekendzie ze wracam do siebie do swoich , pamietam ze wszyscy znajomi byli dla mnie jacys zyczliwsi i ziomy dawaly mi wieksze gibony bo ja tam sam w tej warszawce...
Tamte doswiadczenia uswiadomily mi jak bardzo kocham ziemie skad pochodze .
Nie podobalo mi sie zycie w warszawie , nie widzialem tam swojej przyszlosci i z koncem umowy wrocilem na swoja prowincje .
zdazylo mi sie ze koles w pracy sie do mnie przy.pierdalal , koles byl z warszawy a moze z sulejowka , niewazne powiedzialem mu zeby sie odpie.rdolil i on sie obrazil czy cos , ale spokoj mialem .
ogolnie rzecz biorac to zawsze w pracy trzeba znosic rozne ludzkie charaktery
, jak sie czuje ze sie niezniesie to szuka sie gdzie indziej roboty , a nie pisze jakies pamietniki i uzala nad soba szukajac spiskowcow i licytujac kto ma gozej zamiast zajac
sie poprawa swego stanu .
moze to zeczywiscie skrajny przypadek , ale prawie kazda praca to nie je bajka .